Kulturkampf po polsku, tandeta po kaszubsku

Na świecie niespokojnie – w Kraju Kaszubów też wojna. Wojna o ziemię – „Rodną Zemię”. Tym razem nie chodzi o grunt mierzony w hektarach, czy hymn kaszubski, który nie dla wszystkich jest hymnem, tylko o program telewizyjny stworzony niegdyś przez śp. redaktor Izabellę Trojanowską. Jeszcze dwa lata temu w Gdańsku hucznie świętowaliśmy 15-lecie „Rodnej Zemi” pod patronatem prezydenta Gdańska i prezesa ZKP, sądząc zapewne, że już wkrótce spotkamy się na dwudziestej rocznicy. Nic z tego! Na początku sierpnia program prowadzony przez Eugeniusza Pryczkowskiego znikną z ramówki Programu 3 TVP w Gdańsku. Z kręgów decyzyjnych ZKP płyną kojące zapewnienia, że na jesieni wróci, choć wcale nie jest to takie oczywiste.

W jednym z wywiadów wiceprezes zrzeszenia Tomasz Fopke stwierdził, że „wielu Kaszubów odbierze zdjęcie z ramówki >>Rodnej Zemi<< jako wymierzony nam policzek”, ale obserwując reakcje niektórych działaczy, można odnieść wrażenie, że to raczej kopniak wymierzony w inną część ciała. Tak czy owak – zabolało. Minęło kilka dni i TVP Gdańsk zaczęła zmiękczać swoje poprzednie stanowisko – likwidacja nie jest likwidacją, tylko sezonową zmianą ramówki, Kaszubi nie muszą finansować programu, ale mogą o nim współdecydować itd. itp. Przyznam, że w tym chaosie informacyjnym trudno się już połapać.

Niezależnie od tego jak rzecz się zakończy, a wierzę że pozytywnie, choć wcale nie musi oznaczać to powrotu „Rodnej Zemi” na antenę, dobrze się stało, że program został zdjęty, za co niniejszym składam serdeczne podziękowanie dyrekcji gdańskiego ośrodka TVP. I wcale nie chodzi mi o to, że program, który dla naszych babć jest „kultowy”, stał się dla pokolenia młodych Kaszubów symbolem sztampy i obciachu. Nie chodzi o monopol informacyjny i faworyzowanie jednych kosztem drugich, np. pokazywanie relacji z promocji książki wydawnictwa X, przy jednoczesnym pominięciu wydawnictw Y i Z. W końcu „Rodna Zemia” to nie „Pegaz”, nie tylko z braku skrzydeł, po prostu niektóre rodziny są tak duże, że dla innych miejsca już nie wystarczy. „Rodna Zemia” jaka jest każdy widzi i każdy się jakoś do jej przaśności przyzwyczaił, więc nie dziękuję telewizji publicznej, że mniej czy bardziej delikatnie próbuje podnosić poziom swoich (zewnętrznych) produkcji. Wdzięczny jestem natomiast za to, że oto dzięki niej mamy wreszcie prawdziwy Dzień Jedności Kaszubów!

Ciekaw jestem czy władze naczelne ZKP, niczym Piotr Najsztub, w słusznym proteście przeciwko polskiej dominacji kulturowej dadzą się zamknąć w klatce przed gmachem telewizji. Niech nas zobaczą! Niechaj telewizja będzie byle jaka, ważne, żeby była kaszubska! We are united! Kashubian still alive!

Profesor Norman Davies napisał przed laty, że Polacy winni pomnik wystawić kanclerzowi Bismarckowi za to, że swoją polityką doprowadził do ich konsolidacji, przyczyniając się tym samym do ocalenia kultury polskiej. Żywię nadzieję, że już wkrótce w Rzeczpospolitej Polskiej zostanie zakazane publiczne używanie „gwary kaszubskiej”, za czytanie Remusa będziemy kierowani do ochotniczej służby wojskowej w Afganistanie, a za przepisywanie wierszy Trepczyka szkólni z Kaszub zsyłani będą na Podlasie. Żadnego radia dla Kaszubów, żadnej telewizji! Im gorzej tym lepiej! Zbytnie przyzwyczajenie do wolnościowych zdobyczy rozleniwia, a przecież wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze nawet nam. To też pożyteczna lekcja.

Wypada mieć nadzieję, że broniąc słusznej sprawy – kaszubskiej obecności w telewizji publicznej ,nie wylejemy dziecka z kąpielą. Dziś nikt nie ogląda telewizji dlatego, że jest „nasza” czy „nienasza”, tylko dlatego że jest dobra. Z nudnymi programami rozprawiamy się za pomocą pilota do telewizora. Życzyłbym sobie, aby kaszubskojęzyczny program – nawet z polskimi napisami u dołu – chcieli oglądać wszyscy z powodu jego atrakcyjności, skoro kaszubskość nie jest dla nie-Kaszubów atutem. Mam również nadzieję, że obecna historia nie skończy się na generowaniu kolejnych protestów, bowiem potrzebna jest merytoryczna dyskusja z udziałem medioznawców – proponuję tytuł spotkania: „Czy warto płakać po >>Rodnej Zemi<<”? (-)

==============

Niniejszy felieton stał się przyczyną mojego rozbratu z redakcją miesięcznika Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego „Pomerania”. Tekst został przyjęty do druku w numerze wrześniowym czasopisma w dniu 13 sierpnia br., dzień później został przez redakcję wycofany. Szczegóły „Wojny o >>Rodną Zemię<< pomijam.

Uczciwość wymaga dodania, że zamierzałem zrezygnować ze współpracy z „Pomeranią” ze względów osobistych od stycznia 2009 r. Stało się inaczej, ponieważ nie mogłem przystać na zbyt daleko idącą ingerencję w mój tekst, który jakoby szkodzi Kaszubom.

„Rodnej Zemi” życzę powrotu na antenę Telewizji Polskiej – mam nadzieję że w nowej formule. Kultura (Kaszubi nie są żadnym wyjątkiem) nie znosi monopolu.

* * * * * * *

Tekst felietonu przed publikacją (przypominam uzgodnioną 13.08.2008)  dostał się w ręce red. Eugeniusza Pryczkowskiego z „Rodnej Zemi”. W rezultacie dzień później otrzymałem od niego emaila (w nawiasach pomijam fragmenty dotyczące innych osób; pisownia oryginalna):

Czwartek, 14 Sierpnia 2008 09:39

Dla naszych babć jest „kultowa”,

W moich refleksjach, które pewnie wnet opublikuję w książce „Wojna o Rodną Zemię” przybliżyłem proces skostnienia stereotypów w kaszubskich umysłach. Samo używanie języka kaszubskiego w programie jest dla takich jak Piechowski świadectwem kierowania programu do „babć”. I na to nikt nic nie poradzi.
Najpierw musi umrzeć żywa (naturalna) kaszubszczyzna, by było za czym zatęsknić. Dlatego dziękuję Piechowskiemu za kolejne świadectwo. Nawet listy […] (dołączam) i setek innych młodych ludzi nic nie zmienią w takich umysłach.

A zatem – Tómku – hola hejda z Kaszub jesmë më (Tómkowie wszystkich krajów łączcie się, żeby wam sił nie zbrakło). Pamiętasz Twoją słynną wypowiedź na Naszych Zasobach (ona chyba tam jeszcze jest, w razie czego mam ją w wydrukach swoich), że gdyby zniesiono odpusty w sanktuariach na Kaszubach,
to by zabrakło tematów do Rodny Zemi. No świetny tekst! Bluzgaj więc ile się da nadal. Dajesz mi tyle refleksji. Brakuje mi ich wciąż. Przede wszystkim bluzgaj na mnie, bo wtedy będziesz miał więcej radości. Nie warto bluzgać na słabych, bo jaka byłaby to satysfakcja!??? A w gruncie rzeczy jednak uderzasz w dziesiątki tysięcy młodych ludzi. Dlatego wolę przyjąć to na siebie, bo trudno byłoby mi zgodzić się na obrażanie moich widzów. Wara bratku, oj wara!!!

No cóż, jest to trudny czas dla ruchu kaszubskiego. Tym trudniejszy, że swoi go kalają. TV skrzętnie wszystko obserwuje i notuje. Zniszczcie więc ten program i wyrugujcie całkowicie kaszëbiznę z TVG. Ja będę miał przynajmniej czyste sumienie. Zrobiłem ile się dało.

[…] wypadałoby po prostu milczeć do czasu przywrócenia programu. A potem ew. niech się „wyszumią” tacy jak Piechowski, którzy do końca nie rozumieją komu szkodzą. Podkreślam – najmniej mnie!!! […]

EP

* * * * * * *

Być może uprzejmość nakazywałaby odpowiedzieć red. E. Pryczkowskiemu na ten list, ale nie wiem jak ustosunkować się do supozycji w rodzaju:

„Samo używanie języka kaszubskiego w programie jest dla takich jak Piechowski świadectwem kierowania programu do >>babć<<.”

(Gdzie Pan to wyczytał, skoro ja tak nie napisałem?)

Czy stwierdzeń:

„No cóż, jest to trudny czas dla ruchu kaszubskiego. Tym trudniejszy, że swoi go kalają.”

Nolens volens „awansowałem” na wroga Kaszubów, cieszę się chociaż że jestem „swój” bo jeszcze kilka lat temu wypominano mi urodzenie na Kociewiu. Podobnie nie tak dawno nie otrzymałem pracy w jednej z instytucji państwowych – pomimo wygranego konkursu – z powodu „nacjonalizmu kaszubskiego”.

Redaktor E. Pryczkowski przyrównał mnie już kiedyś do esbeków (w roku 1989 miałem 15 lat) tylko z tego powodu, że zwróciłem mu uwagę, iż nie jest AUTOREM a REDAKTOREM jednej z książek wydanych w jego oficynie. Uwaga była życzliwa, wypowiedziana prywatnie, bez cienia uszczypliwości – jako (niegdyś) bibliograf i bibliotekarz, potrafię odróżnić dzieło autorskie od zbioru cudzych tekstów. Niestety, nie zostałem zrozumiany, za to otrzymałem cenną lekcję. Brzmi ona: krytykuj – byle za plecami, dawaj fałszywe świadectwo, ale patrząc w oczy, uśmiechaj się. Miej zestaw poglądów na każdą okazję – nie będziesz miał wrogów. Niestety – nie potraktowałem jej na serio.

Dlatego dziś żegnam się z Czytelnikami „Pomeranii” – pierwsza – i mam nadzieję – ostatnia ofiara wojny o >>Rodną Zemię<<. Jestem Wam wdzięczny, że wytrzymaliście ze mną tak długo. Redakcji zaś dziękuję za dotychczasową współpracę prosząc o puszczenie w niepamięć błędów, których nie udało mi się uniknąć. Są wśród nas Kaszubów ludzie doskonali, nieomylni i – chciałoby się powiedzieć – genialni, ale ja do nich nie należę. Po stokroć więc dziękuję za wszystko co dobre!

Tomasz Żuroch-Piechowski

PS Panu red. E. Pryczkowskiemu dziękuję natomiast, że zapożyczając (nie chciałbym napisać: kradnąc) z mojego felietonu tytuł swojej przyszłej książki „Wojna o Rodną Zemię” docenił moje poczucie humoru.

Tczew, 23/24.08.2008 r.

3 myśli nt. „Kulturkampf po polsku, tandeta po kaszubsku

  1. Anka Maksymowicz

    Pierwszy raz weszłam na stronę, a Pan się już żegna. Czuję się trochę jak intruz podpatrując wojnę, która w zasadzie nie jest moja, bo Kaszubką jestem naturalizowaną tylko ze względu na miejsce zamieszkania – Gdynia, teraz Wejherowo. Zainteresowałam się historią miasta, regionu, chcę się tu poczuć u siebie. Zapuścić korzenie. Historii uczyłam się w PRL-u, Kaszubów tam nie było i nie byli potrzebni, jak mężczyźni w Seksmisji (nie ma, nie było i nie potrzeba). Poczytałam sobie małe conieco (bibliotekę widzę z okna) i nabrałam szacunku do Rzeczpospolitej tamtych czasów. Nacjonalizm – dziękuję, nie biorę.
    Kaszubom życzymy przetrwania. Ale żeby przetrwać, trzeba się otworzyć, udostępnić innym tu mieszkającym swoją historię i tożsamość. Indian w tej chwili jest więcej niż przed kolonizacją Ameryki. Ludzie z kropelką indiańskiej krwi chcą być Indianami, a przecież to świadomość czyni nas Polakami, Kaszubami, Indianami. A wy, Kaszubi, jesteście tak zamknięci, że zaczynają się wśród was szerzyć specyficzne choroby genetyczne.
    Indianin chce być Indianinem, bo nieindianie zazdroszczą mu Wielkiego Manitu, wolności, jedności z przyrodą i wiecznego biwaku, nawet jeśli to tylko mit.
    Żeby młody Kaszuba chciał być Kaszubą, trzeba dać mu mit, i to atrakcyjny. Kalwaria Kaszubska i Matka Boska może nie wystarczyć. Młodzi nie chcą żyć w skansenie.

    Odpowiedz
  2. Wojciech Bieszk

    W całej sprawie jedno jest pocieszające – deklarowany rozbrat pana Piechowskiego z „Pomeranią”. Nareszcie będzie można znowu zacząć czytać to pismo.
    O Pana Piechowskiego się nie ma co martwić. Takie wolne i niezależne pióro na pewno znajdzie sobie jakieś łamy w wolnych i niezależnych polskich mediach.

    Odpowiedz
  3. @ comment od Wojciech Bieszk

    A ja żałuję, że w Pomeranii zabrakło felietonów Piecha, od których zaczynałem lekturę tego czasopisma…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *