Archiwa kategorii: Pomerania

Czas twardych sumień

Pewnego dnia, dokładniej 24 grudnia, moja żona przyprowadziła do domu obcego mężczyznę. Następnie oświadczyła, że spędzi on z nami święta Bożego Narodzenia. Rozdziawiłem gębę i próbowałem nieśmiało przebąkiwać, że święta są dla rodziny, że puste nakrycie przy stole, to tylko stara, nieświecka, tradycja, niezobowiązujący gest, że nikt tego nie bierze serio. Że gdyby nawet Pan nasz Jezus Chrystus zapukał do drzwi, to nikt by go do środka nie wpuścił, zwłaszcza że w świetle ostatnich ustaleń archeologów podobny był raczej do mikrusowatego romskiego grajka niż tlenionego Jima Morrissona. Czytaj dalej

Wyznania „prowodyra”. Głos w dyskusji o hymnie kaszubskim

W ostatnim numerze „Pomeranii” Teresa Hoppe podjęła się obrony „Marsza Kaszubskiego” Hieronima Derdowskiego, przez wielu Kaszubów, może nawet przez większość uznawanego za hymn. Przy tej okazji zarzuciła mi, że na portalu „Nasze Kaszuby” napisałem obraźliwy tekst, ośmieszający hymn kaszubski, mieszając do tego ks. Zbigniewa Kulwikowskiego, który wcześniej brał udział w debacie radiowej i prasowej na ten temat. Przyznaję się do braku szacunku dla tzw. hymnu kaszubskiego autorstwa H. Derdowskiego, co wyraziłem wielokrotnie nie tylko w prozie, ale i w wierszu „Hymn kaszubski, czyli polski”, opublikowanym przed kilku laty w undergroundowym lubelskim czasopiśmie „Ulica Wszystkich Świętych”. Od razu wyjaśniam, że piszę „tzw. hymnu”, gdyż sam autor utworu tak go nie nazwał – jest to więc jedynie konwencja, w dodatku nie akceptowana przez wszystkich. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, jakobym do czegokolwiek „mieszał” ks. Zygmunta Kulwikowskiego. Czytaj dalej

Remanent

Uchylę rąbka tajemnicy: felieton na grudzień piszę już w listopadzie, w grudniu na styczeń i tak dalej. Tak więc kiedy u Państwa jest luty, ja wciąż tkwię w okolicach Bożego Narodzenia, które właśnie obchodzą prawosławni Kaszubi, albo w pobliżu Trzech Króli, świętowanych przez resztę pomorskich rodaków. Mam nadzieję, że mnie szefowa nie prześwięci za to, że zdradzam sekrety redakcyjnej kuchni. Gdyby tak miało być, zobowiązuję się w ramach pokuty wykuć na pamięć pieśń „Tam gdze Wisła òd Krakòwa” razem z refrenem i straszyć nią kaszubskie dzieci. Chodzi oczywiście o mój wokal, a nie o przesłanie ideowe, które jest słuszne, skoro słuszne być musi. Vox populi vox Dei.
Czytaj dalej

Recydywa narodowego socjalizmu

Wiosna idzie, świat się zazielenił, dżdżownice wylazły z ziemi, a wraz z nimi nowi ministrowie. Co do tej pory było głęboko schowane, znalazło się na powierzchni. Wstydliwie skrywane przypadłości dziś są powodem do dumy, a brak kompetencji najwyższą cnotą. Wszystko w imię nowej Polski oraz lepszej przyszłości. O edukację naszych dzieci zadba Roman Giertych, który do tej pory dbał jedynie o edukację własnej żony, próbując wymusić na poznańskim egzaminatorze pozytywną ocenę.

Chciałbym w tym miejscu wyrazić solidarność (trudne słowo) z emerytem z Elbląga, na którego złożył donos (coraz łatwiejsze słowo) pewien wrocławianin, bo mu się dwa kacze kupry przesłane emailem skojarzyły z jaśniejącymi obliczami polskich polityków. Wielokrotnie zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Oglądałem brzydkie zdjęcia na zakazanych serwerach, na których Nasz Kochany Pan Prezydent pokazany był bez należytej czci i honoru, siedząc na przykład obok Oskara z Ulicy Sezamkowej i szczerząc się w równie radosnym co on uśmiechu. Proszę niniejszym o wtrącenie mnie do karceru, gdzie nie będę miał możliwości oglądania Pana Prezydenta, Pana Leppera oraz Giertycha, też Pana co się zowie. Nie zasłużyłem na taką ojczyznę.
Czytaj dalej

Nasi polscy Niemcy i Pan Prezydent

Nordę odwiedzili niedawno goście z partnerskiego powiatu Trewir-Saarburg. Wciąż mam przed oczami następujący kadr: w Muzeum Ziemi Puckiej wisi obraz Antoniego Abrahama, który wali pięścią w stół na wersalskich salonach, jakby chciał wykrzyczeć: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni dzieci nam germanił!” To plan drugi. Na planie pierwszym (z Abrahamem w tle) przemawiał starosta z Trewiru, który z dużym uznaniem wypowiadał się o dokonaniach kaszubskich gospodarzy. Nie wiem, czy Abraham przewidział taki rozwój wypadków, ale na pewno byłby zadziwiony wizytą „naszych” Niemców.

Gospodarze nie chcieli robić gościom przykrości i z dużym umiarem wypowiadali się o wojennych losach Pomorza, informując o reszcie kaszubskiej historii, przez co jej obraz był kulawy. Przyznam, że owa kurtuazja mocno mnie zirytowała – do momentu gdy okazało się, że goście w trakcie poprzednich wizyt zwiedzali Las Piaśnicki i to kilka razy. Od historii jednak nie uciekliśmy. Miła starsza pani z Partii Zielonych zapytała mnie, co działo się w czasie wojny na Kaszubach. Spytałem, czy naprawdę chce wiedzieć. Potwierdziła. Opowiedziałem o Szpęgawsku, Piaśnicy, Stutthofie i naszych dziadkach w Wehrmachcie. Chciała też wiedzieć, co się stało z Żydami na Pomorzu. „Nie masz już w Polsce żydowskich miasteczek” – powtórzyłem za poetą… Heide von Schütz zapytała ze smutkiem, dlaczego o tym nie mówimy i dodała, że Niemcy muszą znać swoją historię.

Czytaj dalej

Uśmiech DAM

Z sentymentem wracam pamięcią do wrześniowych dni, gdy moja skrzynka pocztowa zapełniała się korespondencją. Nie jakimiś tam mailami, czy esemesami, tylko kilogramami najprawdziwszego papieru. Któż do mnie nie pisał?! Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Jerzy Budnik, Jarosław Sellin, Zygmunt Orzeł, Kazimierz Plocke, Robert Strąk, Waldemar Bonkowski – „rolnik z Kaszub” i Joanna Senyszyn – profesor w lateksowym wdzianku. Wprawdzie ojciec mi mówi, żebym wystrzegał się nazwisk, bo można się komuś narazić, ale nie mogę nie pochwalić się tym nagłym zainteresowaniem moją nieskromną osobą. Już dawno nie czułem się tak doceniony! A z narażaniem się jest tak, że jak jedni biją po gębie, to drudzy głaszczą. Można to nawet polubić.

Czytaj dalej

Ech, Kaszëbë, Kaszëbë… Znam, znam… Z Jarosławem Sellinem, członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, rozmawia Tomasz Żuroch-Piechowski

– Sellin to typowo kaszubskie nazwisko…

– Jestem Kaszubą. Zarówno mój ojciec, jak i moja matka są Kaszubami. Rodzina ojca pochodzi z Wejherowa, matki – z Rumi, ale najgłębsze korzenie, bo jako historyk z wykształcenia trochę to badałem, sięgają Nordy, czyli północnych Kaszub. Rodzina mojej matki, z domu Bach, cofając się do XIX w., pochodzi z okolic Żarnowca i tam są pochowani moi przodkowie, na cmentarzu przy kościele benedyktynek.

– W kilka dni po śmierci papieża Jana Pawła II rozmawiamy o jego dziele. Miał Pan możliwość uczestniczyć w spotkaniu z nim jako rzecznik rządu RP za czasów premiera Jerzego Buzka. Kim dla pana osobiście był Ojciec Święty?

– Oczywiście był dla mnie następcą św. Piotra, to jest rzecz najważniejsza. A więc, jak to się określa, wikariuszem Chrystusa na Ziemi. Sam Jan Paweł II powiedział kiedyś, że Dzieje Apostolskie są w gruncie rzeczy księgą otwartą, choć znamy w Piśmie Świętym księgę o tym tytule, która ma zamkniętą liczbę rozdziałów. Ale apostołowie będą pracować na Ziemi aż do skończenia świata. Jednym z nich był z pewnością Karol Wojtyła. Czytaj dalej

Uwolnienie ks. Pawła Czaplewskiego z KL Stutthof – czy na pewno cud?

Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Krzysztofa Kordy „Pomorzanin >>pełną gambą< <” poświecony ks. Pawłowi Czaplewskiemu („Pomerania” nr 2/2005). Autor przywołał historię dość niezwykłego ocalenia ks. Czaplewskiego z KL Stutthof, Korda przytoczył tę opowieść na podstawie trzech różnych źródeł: 1.) lakonicznej relacji samego ks. Czaplewskiego gdzie nie pada nazwisko Hitlera; 2.) relacji jego biografisty prof. Antoniego Czacharowskiego, z której wynika jakoby ks. Czaplewski sam się powołał na znajomość z Hitlerem; 3.) tradycji ustnej z parafii Miłobądz, wg której uwolnienie księdza było inicjatywą jego gosposi, która napisała w tej sprawie list do kancelarii Rzeszy. Czytaj dalej

19 Marca – Dzień Jedności Kaszubów

“Divide et impera” – dziel i rządź, to maksyma odzwierciedlająca sposób postępowania Rzymian wobec podbitych plemion. Zasada ta sprawadziła się w praktyce od starożytności – mam na myśli osądzenie Jezusa przez Sanhedryn i zatwierdzenie tego wyroku przez Piłata zarządcę okupowanej Judei, poprzez średniowiecze – podbój słowiańszczyzny połabskiej, najpierw przez plemiona germańskie, a później także przez słowiańskich ziomków, aż po czasy nam bliższe. Myślę m. in. o wypieraniu języka kaszubskiego z pomorskiego dworu książęcego i Kościoła przy pomocy kaszubskich elit, które przejęły bardziej dla siebie atrakcyjny model kultury niemieckiej, choć nikt ich do tego pałką nie przymuszał. Przynajmniej do czasu… Dlaczego o tym piszę? Ponieważ proces ten się nie zakończył, choć dziś kaszubski wypiera inna kultura – kultura masowa. Cooltoora… Czytaj dalej